piątek, 15 lipca 2016

Euro 2016

Jak zapewne większość wie, w minioną niedzielę skończyło się Euro we Francji. 

Ja, jako osoba zainteresowana poczynaniami kadry narodowej, śledziłam na bieżąco rozgrywki tam prowadzone. 

Uwaga, alert: zobaczysz tu bardzo subiektywne opinie.

Już podczas pierwszego meczu Polskiej Reprezentacji moją uwagę zwrócił nie kto inny jak Arkadiusz Milik. Tak, swoją bramką, przy której asystował mu Błaszczykowski. 
Wygooglałam go sobie. I co się okazało? Urodził się w tej samej miejscowości co ja, jest starszy ode mnie o trzy lata. Od razu zaczęłam go bardziej lubić. 
W kolejnym meczu (z Ukrainą) zaliczył piękną asystę przy golu Jakuba Błaszczykowskiego. 
Później niestety stracił to poczucie celności, przez co wylała się na niego fala hejtu w internecie. Na fan page Radia ESKA znalazłam wpis dotyczący tej sytuacji, który mnie nawet rozśmieszył.



Mimo wszystko wiem, że Milikowi było ciężko. Sama cierpię na podobny rodzaj "szczęścia". 
Nie wiem, czy można porównać grę w reprezentacji do gry w Monopoly, ale ja to zrobię. 
Grając pierwszy raz w Monopoly z rodziną, wygrałam. Od tamtego czasu (kilka lat) nie wygrałam gry ani razu. 

Przez owo Euro 2016 polubiłam też bardziej Roberta Lewandowskiego. Jakoś nigdy za nim nie przepadałam, ale widząc jego zaangażowanie w grę jakoś u mnie zapunktował. 

Jeszcze (dla mnie) trzema piłkarzami, których warto wymienić, są Michał Pazdan, odpowiedzialny za genialną obronę (zatrzymał dużo dobrych akcji, które zapewne skończyłyby się bramką), Jakub Błaszczykowski, zostawiający serce na boisku oraz Łukasz Fabiański, zastępczy bramkarz, który rzucał się do obrony piłki w dokładnie to miejsce, w które sekundę później kopał przeciwnik. 
Genialnie przewidywał ich ruchy. 

Przy okazji, gol z Portugalią padł tylko dlatego, że nasz reprezentant z numerem 15 stanął dokładnie między Renato Sanchezem a Łukaszem Fabiańskim i był bardziej zajęty ochroną swoich interesów niż bronieniem bramki. Przez niego nasz wspaniały bramkarz nie widział, jak Portugalczyk kopie piłkę i w efekcie zbyt późno zareagował. 

Zostając już przy Portugalii, można powiedzieć że, znienawidziłam Christiano Ronaldo. Dla mnie jest on zwykłym pozerem i materialistą. Zgoda, w piłkę potrafi grać, ale nic poza tym. 
Widziałam jego butę w meczu z Polakami. W szczególności zapamiętałam moment, kiedy to Ronaldo z piłką biegł do naszej bramki, ale Błaszczyowski zastąpił mu drogę. Ronaldo przytrzymał piłkę stojąc jedną nogą. W pewnym momencie podskoczył i odkopał ją drugą nogą, podając do tyłu. Po tym spojrzał na Kubę z miną godną małp, mówiącą "I co, nie zabrałeś, jestem lepszy!". Niczym dzieciak z przedszkola. 

Denerwuje mnie w nim też to, że zawsze płacze. W meczu finałowym uważam, że zszedł, ponieważ obawiał się porażki. Tego, że ludzie będą na niego winę zwalać, jeśli Portugalia przegra Euro. A że zszedł, to przecież nie mógł grać, miał kontuzję, nie jego wina. 
A czy zauważyliście, że po golu Portugalczyków Ronaldo nagle się ujawnił i chodził przy linii bocznej jak gdyby nigdy nic? Pomijając fakt że nie mógł tego robić, ale nikt mu uwagi nie zwrócił.
Więc utrzymuję moją opinię: żałosny pozer. 

Dalej nie mogę przeboleć, że to Portugalia wygrała Euro. Całym sercem byłam za Francją.

Cóż, więcej powiedzieć, nasza reprezentacja wykonała w tym Euro bardzo dobrą robotę. Oby tak dalej, panowie!! ♥

Żegnajcie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz