wtorek, 5 lipca 2016

Futrzaste szczęście #1

Zapewne domyśliliście się po tytule, że post będzie dotyczył zwierząt. Dokładniej prześledzicie historię futerkowych kreatur w moim domu... 
Zapraszam! 


PSY

Zacznijmy od psów, ponieważ to z nimi zawsze byłam najbardziej związana. 

>Tara (1997-2004)
Tara była owczarkiem niemieckim (a raczej psem w typie), urodzonym kilka dni przede mną. Została mi dana na chrzciny jako prezent ♥ 
Mieszkała przy podwórku, w kojcu, u mojego ojca. 
Zmarła w tym samym roku, w którym pożegnałam dziadka i w którym zwiędło posadzone przeze mnie i ulubione moje drzewo, grusza.

>Kajtek (lata '90 - 2003)
Po przeprowadzce z mamą do dziadków zamieszkałam z Kajtkiem, czarnym kundelkiem o wzroście nieco nad kolano. 
Że tak powiem, na spacery wyprowadzał się sam. Czasem nie było go po kilka dni, ale zawsze wracał. 
Pamiętam, że kochał jeść cukierki krówki i że po jego śmierci przez 12 lat nie tknęłam tych cukierków.
Sypiał też na oknie (dużo miejsca od wewnątrz plus podstawienie stołka żeby psiak miał jak wejść). 
Niestety został uśpiony, diagnoza: rak kości... 

>Sasi (2006-...)
Pewnego dnia z końcem września lub początkiem października mama mnie i mojego brata wzięła na przejażdżkę. Pojechaliśmy gdzieś, gdzie nigdy wcześniej nie byliśmy, a na miejscu zastaliśmy suczkę  Baffi rasy Petit Basset Griffon Vendéen, a przy niej trzy małe kulki urodzone 4 września. Po zapoznaniu z nimi mama powiedziała do mnie, że mam sobie tego dnia którąś wybrać.
Dwie kulki, jedna brązowa w czarne prążki, jedna czarna z białym krawacikiem poszły spać. Trzecia, czarna z brązowymi łapkami, skora do zabawy skakała po nich. Wiedziona instynktem, wskazałam właśnie ją. Chwilę później kulka otrzymała swoje imię: Sasi.
31 października, mając 6 tygodni, Sasi trafiła do naszego domu.
Żyje do dziś i ma się dobrze. Jest dominatorką.
W młodości przyjaźniła się z pewnym nowofundlandem, ale wystraszyla się go po kilku tygodniach, gdy był od niej większy.
Raczej samotniczka, toleruje niewiele psów i ludzi, którzy ją zaczepiają. Tak, ona gryzie.
Wychowywała się, ucząc się od jamniczki Puni i małego mieszańca Perły. Miała do nich ogromy psi szacunek. Niestety żadna już nie drepta po tym świecie.
Mimo swego charakteru zaakceptowała Dejzi, sąsiadkę wyglądającą jak łysy pekińczyk, Roksi, pannicę wujka odratowaną ze schroniska oraz Miśkę, o której mowa później.
W pierwszych latach życia bała się dużych psów, które do niej podbiegały, teraz nie waha się ich zaatakować.
Pamiętam, kiedyś właściciel szedł właśnie z psem dużym. Miasteczko małe, tam gdzie byłam mało samochodów, psiak młody i spuszczony luzem podbiegł do Sasi. Ta stanęła twardo przede mną, uśmiechnęła się pięknie, warcząc przy okazji, a gdy psiak był zbyt blisko, rzuciła się na niego, by go odstraszyć. Psiak, piszcząc, z podkulonym ogonem wrócił do swego właściciela.
Inna sytuacja: Misia, Roksi i Sasi na spacerze przed blokiem. Dwie pierwsze na smyczy, Sasi luzem.
Nagle podbiega jakiś rudzielec bez właściciela, zjeżony i warczący. Ja z kuzynem nie zdążyliśmy zareagować, gdy czarnuszka podbiegła, stanęła między agresorem a przerażonymi suczkami i ugryzła rudzielca w grzbiet nieco nad ogonem, Podkulił ogon i zaczął zwiewać, a ona pogoniła go warknięciem. Moja bohaterka ♥
Jej wielką przyjaciółką była świnka morska, która już niestety też odeszła.

>Bruno (2008-2013)
Bruno był rasowym berneńskim psem pasterskim. Był odrzutem z hodowli z powodu niewybarwionego noska, dlatego nie dostał rodowodu (ale dlatego też mój tata otrzymał go za bezcen). 
Bruno pilnował domu. 
Niestety zdechł, nie wiem nawet dokładnie kiedy. Dlaczego? Z powodu podejścia mojego ojca do zwierząt pilnujących domu, dla których uznaje że nie warto z nimi jeździć do weterynarza. 

>Bella (2014-...)
Bella jest drugim psem pilnującym domu u taty. 
Wygląda jak wyszczuplony golden miniaturka. Wzrostem nieco ponad kolano. 
Będąc młodą, często uciekała. Raz wpadła więc pod samochód, czego efektem jest jej przetrącona miednica i krzywe łapki. Mimo to Bella żyje i funkcjonuje normalnie. 

>Miśka (2015-...)
Po przeprowadzce z mamą do domku załatwiłyśmy suczkę Misię, urodzoną 2 września. 
Dokładną jej historię kiedyś opowiem, obecnie wiąże się ona z czymś o czym wolę nie wspominać. 
Misia trafiła do nas pod koniec października jako kulka niewiele większa od świnki morskiej (pasowały nawet na nią jej szelki) ♥
Jednak wyrosła i obecnie jest 10-miesięczną pannicą nieco pod kolano. 
Jest inteligentna, ale robi, co chce. Sztuczki wykonuje tylko w domu. Większość dnia spędza na podwórku, dokuczając świnkom morskim. 
Na początku czerwca dostala swojej pierwszej cieczki. Niestety 2 tygodnie później została kryta przez psa, który bezczelnie wlazł nam na podwórko, wcześniej rozwalając płot. Misia była więc na zastrzykach wczesnoporonnych, a ja wiem, gdzie mieszka ów pies i zamierzam przemówić właścicielce do rozumu co do kawalera. 


To wszystko, czym chciałam się podzielić na dziś. Kolejny post o zwierzach niebawem!

Żegnajcie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz