sobota, 23 lipca 2016

Moje Podboje: Włochy

Dziś chciałam się z Wami podzielić wspomnieniami z Włoch, jak tytuł wskazuje.
Bardzo przepraszam za dzień opóźnienia, jednak nie miałam dostępu do internetu. 

W mojej szkole jest organizowana raz w roku wycieczka pięciodniowa, na którą mogą się zapisać osoby z wszystkich roczników. Określona ilość najszybszych ma okazję w marcu jechać w jakieś zagraniczne miejsce. W pierwszej klasie był to Londyn, w drugiej Paryż. Na obu nie byłam, ale postanowiłam zapisać się na trzecią tego typu wycieczkę: do Włoch. 

Wyjazd mieliśmy 19 marca około 14-15 spod szkoły. Ludzie przychodzili z walizkami, z poduszkami, żegnani przez rodziców i rodziny. Mnie samą pożegnała mama z psiakiem. 
Później pojechaliśmy. Przyjaciółka zaciągnęła mnie na tył autobusu, co było jedną z najlepszych decyzji. Niedługo po wyjeździe z  tyłu zawiązała się ekipa: dwie dziewczyny przed nami, my, za nami na 5-cio osobowej kanapie trzy osoby, i jeszcze czterech chłopaków z drugiej strony. Rozmowy skończyły się dopiero późną nocą, gdy wszyscy poszli spać. 
Szczerze mówiąc, pierwszy raz zasnęłam w jadącym pojeździe. Nigdy nie potrafiłam w takiej sytuacji spać. 

Jechaliśmy przez Czechy i Austrię (w tym przez Wiedeń), by o 6 rano znaleźć się we Włoszech. Mogliśmy pospać do 7, a później przystanęliśmy przy restauracji z darmowymi toaletami, by jako tako się ogarnąć. O godzinie 8 zaczynaliśmy zwiedzanie. 

Dzień pierwszy: Wenecja
Nasz pierwszy dzień obejmował przepłynięcie promem na tereny Wenecji i zwiedzanie jej. 

Pierwszym, co mnie zachwyciło, był kolor wody. Drugim, że po raz pierwszy byłam tak daleko od kraju. Wcześniej doświadczałam jednodniowych wycieczek do Czech i Słowacji, a jak byłam mała to też kilkudniowych do Niemiec. 

Najpierw zwiedzaliśmy plac św. Marka, gdzie w bazylice wzięliśmy udział we mszy świętej po włosku. Później widzieliśmy między innymi wieżę widokową i najdłużej działającą kawiarnię w Europie. 

Później razem z przewodniczką chodziliśmy ulicami Wenecji. Nie było tam żadnych samochodów, ale były gondole. Miałam ochotę przepłynąć się jedną, ale cena mnie odrzuciła. 40 Euro za osobę!

Około południa pożegnaliśmy się z tą piękną okolicą i pojechaliśmy do hotelu mieszczącego się w miejscowości Lido di Jesolo, gdzie byliśmy około 18. Wszyscy od razu poszli do pokoi, pod prysznice i coś zjeść. 

Dzień drugi: Lido di Jesolo
Drugi dzień był dniem bardzo leniwym. Rano poszliśmy do pobliskiego supermarketu, by porobić zakupy. Później mieliśmy pół dnia czasu wolnego.
Jako iż Lido do Jesolo leży nad morzem, to własnie na plaży wraz z przyjaciółką spędziłyśmy większość czasu. Najpierw zbierałyśmy muszelki, a później siadłyśmy na jednym z pomostów i wzięłyśmy się za jedzenie. 


Niedługo później mijała nas para, za którą dreptała śliczna akita. Zatrzymała się przy "naszym" pomoście, a jako, iż wtedy jadłam kabanosy, postanowiła się dołączyć. Nie reagując na wołanie właścicieli, podeszła i zaczęła mnie hipnotyzować wzrokiem. Dostała kawałek, ale ceną za niego było to oto selfie.

Wieczorem pojechaliśmy do kolejnego hotelu mieszczącego się w Sacrofano.

Dzień trzeci: Rzym
Trzeciego dnia nareszcie odwiedziliśmy Rzym! Widzieliśmy wiele rzeczy: Bazylikę św Jana, Święte Schody, wiele fontann, Wilczycę Kapitolińską i sam Kapitol, Forum Romanum, grób Juliusza Cezara oraz Koloseum. 

 


Dzień skończył się drugą nocą z hotelu, gdzie nasza ekipa autokarowa postanowiła zabalować i spróbować regionalnych alkoholi (spokojnie, większość była pełnoletnia). 
Przyłapała nas nauczycielka, jednak ostrzegła, że wyciągnie konsekwencje dopiero, gdy następnego dnia będziemy narzekać. 

Dzień czwarty: Watykan
Czwartego dnia zwiedzaliśmy Stolicę Apostolską. A właściwie wycieczka zaczęła się od wizyty na placu świętego Piotra, gdzie mieliśmy okazję z bliska zobaczyć gwardzistę szwajcarskiego, a później papieża we własnej osobie!

Następnie zwiedziliśmy cały plac i słynne Muzea Watykańskie, gdzie miałam okazję na żywo zobaczyć między innymi Kaplicę Sykstyńską. Zapiera dech w piersiach. 



Później spacerowaliśmy ulicami Watykanu i Rzymu, aby dotrzeć do Panteonu. 

Było wspaniale. 
Później wracaliśmy metrem do hotelu po walizki, by pojechać do następnej miejscowości - Chianciano.

Dzień piąty: Florencja
Ostatnim punktem naszej wycieczki było zwiedzanie Florencji. Tutaj było o wiele spokojniej niż we wcześniejszych miejscach, dużo mniej gonienia w różne strony, po prostu spokojny spacerek. 





Wieczorem wróciliśmy do autokaru i już ruszyliśmy w stronę Polski, by następnego dnia około godziny 12 znaleźć się na miejscu. 

Tym chciałam się dziś z Wami podzielić. 

Żegnajcie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz